Mokosz i Perun w podaniach: duchowość Słowian bez romantycznych filtrów

0
60
Rate this post

Nawigacja:

Słowiańska duchowość bez filtrów: między mokrym polem a gromem nad głową

Duchowość dawnych Słowian wyrastała z gliny pod paznokciami, z mokrych łąk, z bicia serca stada i z realnego lęku przed burzą. Mokosz i Perun nie byli delikatnymi symbolami do kontemplacji przy świeczce. Byli powiązani z bólem kręgosłupa po orce, z realnym zagrożeniem pożaru od pioruna, z niepewnością, czy zboże dojrzeje przed zimą. Zrozumienie ich bez romantycznych filtrów oznacza zejście z poziomu „słowiańskiej magii” rodem z Instagrama do poziomu ziemi, błota i dymu z paleniska.

W otoczce współczesnej „słowiańskości” często ginie to, co było fundamentem: praktyczny, twardy związek z przeżyciem. Kult Mokoszy i Peruna nie był dodatkiem do życia – był jedną z metod przetrwania. Uroczystości, zaklęcia, ofiary i rytuały miały konkretny cel: deszcz, urodzaj, bezpieczeństwo przed wojną i pożarem, płodność ludzi oraz zwierząt. Zanim pojawią się rozważania o „energii boskiej kobiecości” i „mocy gromu w duszy wojownika”, sensowne jest przyjrzenie się, co te bóstwa znaczyły dla ludzi, którzy nie mieli ubezpieczenia upraw ani straży pożarnej.

Religijność przedpiśmiennych Słowian była kompozycją strachu, szacunku, praktyki i przyzwyczajenia. W świecie, gdzie pojedyncza burza mogła zniszczyć plony, a choroba bydła oznaczała głód, Perun i Mokosz byli partnerami w negocjacjach o przetrwanie. Te negocjacje prowadziło się ofiarami, obrzędami, zakazami, a także codziennymi drobnymi gestami – splunięciem przez lewe ramię, przywiązaniem wstążki, odmówieniem przekleństwa w „złym momencie”.

Kolorowe malowidła egipskich bogów i hieroglifów w świątyni
Źródło: Pexels | Autor: Philippe Bonnaire

Mokosz: Pani wilgoci, pracy i ryzyka codzienności

Etymologia i prawdopodobne pierwotne znaczenia imienia Mokosz

Imię Mokosz wiązane jest zwykle z rdzeniem *mok- – „mokry, wilgotny”. To nie przypadek. W społeczeństwie rolniczym wilgoć to kwestia życia i śmierci: zbyt mało – susza i głód, zbyt dużo – powódź, pleśń, choroby roślin. Postać Mokoszy koncentruje w sobie całe napięcie związane z żywiołem wilgoci i ziemi.

Badacze łączą ją także z pojęciami miękkości, elastyczności, podatności na kształtowanie. Ziemia, która przyjmuje ziarno. Ciało kobiety, które przyjmuje nasienie i rodzi. Wełna lub len, które dają się prząść i tkać. W tym sensie Mokosz jest patronką wszystkiego, co miękkie, podatne i zależne od długiej, powtarzalnej pracy.

Bez romantycznych filtrów oznacza to, że nie jest to jedynie „bogini matka”, lecz także uosobienie ryzyka i wysiłku związanego z kobiecą codziennością: porodem w warunkach bez medycyny, przędzeniem przy słabym świetle, praniem w lodowatej wodzie, pilnowaniem, by zapasy nie spleśniały. Nic z tego nie ma w sobie instagramowej lekkości.

Mokosz jako patronka pracy kobiecej, przędzenia i „brudnej roboty”

W wielu podaniach i rekonstrukcjach pojawia się obraz Mokoszy jako opiekunki prządek i tkaczek. Przędzenie, szycie, tkanie i wszelkie domowe rzemiosła były nie tylko „kobiecym zajęciem”, ale warunkiem istnienia rodziny. Bez przędzy nie ma odzieży, bez odzieży – ochrony przed zimą, bez ochrony – chorób i śmierci. To była logistyka przetrwania.

W tradycjach słowiańskich zachowały się wzmianki i echa zwyczajów, w których:

  • w określone dni nie wolno było prząść ani szyć, by „nie urazić” opiekuńczych sił (łączy się to często z postacią Mokoszy lub późniejszych świętych kobiet),
  • symboliczne ofiary z nici, wstążek, fragmentów tkanin składano przy źródłach, drzewach czy kamieniach,
  • łączono nić z losami człowieka – przecięcie, złamanie, splątanie niosło skojarzenia z chorobą, śmiercią, pechem.

Postać Mokoszy stoi na przecięciu tych wyobrażeń: praca, los, ciało i ziemia to jeden system naczyń połączonych. Kto rozumie, że każda przerwana nić to realny brak skarpety na zimę, inaczej patrzy na kult bogini prządek.

Wilgoć, ziemia i płodność bez słodkiego retuszu

Płodność w starych podaniach nie jest pastelowym obrazkiem matki z dzieckiem. To przede wszystkim przetrwanie rodu i wspólnoty. Wysoka śmiertelność dzieci, brak antybiotyków, powikłania okołoporodowe – w tym kontekście „opiekunka płodności” jest kimś, z kim trzeba być w dobrych stosunkach, bo od tego zależy liczebność ludzi zdolnych uprawiać ziemię i bronić osady.

Mokosz jako Pani wilgoci obejmuje swoim patronatem:

  • wilgoć ziemi – plony, korzenie, zboże,
  • wilgoć ciała – krew menstruacyjną, mleko, płyny ustrojowe,
  • wilgotne miejsca w krajobrazie – źródła, mokradła, bagna.

Te sfery są jednocześnie życiodajne i niebezpieczne. Bagno może dać schronienie przed wrogiem, ale też wciągnąć i zabić. Obfita menstruacja w kulturze bez medycyny to ryzyko wykrwawienia i osłabienia, a nie „magiczna pełnia kobiecości”. Deszcz może przynieść urodzaj, ale i gnicie ziarna. Mokosz nie jest więc wyłącznie łagodną matką – jest także strażniczką granicy między „w sam raz” a „za dużo”.

Dla praktykujących współczesną duchowość słowiańską oznacza to konieczność pracy także z tym, co niewygodne: z krwią, chorobą, smutkiem po poronieniu, lękiem przed starzeniem, a nie tylko z estetycznymi obrazami boskiej kobiecości.

Rzeźby hinduskich bóstw na bogato zdobionej fasadzie świątyni
Źródło: Pexels | Autor: N M Sunil

Perun: gromowładny sędzia w świecie bez piorunochronu

Perun jako bóg burzy, wojny i porządku społecznego

Perun jest dla dawnych Słowian kimś więcej niż „bogiem piorunów”. W społeczeństwie, gdzie nie ma centralnego państwa ani systemu sądów w dzisiejszym rozumieniu, porządek opiera się na sile, zwyczaju i strachu przed karą ze strony sił wyższych. Perun pełni tu rolę:

  • strażnika przysięgi – kto przysięga „na Peruna”, ryzykuje, że kłamstwo ściągnie na niego piorun lub inną formę boskiej zemsty,
  • patrona wojowników – burza i bitwa są do siebie podobne: huk, błysk, chaos, śmierć znikąd,
  • gwaranta kosmicznego porządku – stoi po stronie ładu przeciwko chaosowi (często personifikowanemu jako węże, smoki, wodne i podziemne siły).

Grom w świecie Drewnianych chat i strzech to realne zagrożenie pożarem. Każda większa burza mogła spalić czyjąś stodołę, zabić bydło, zniszczyć zapasy. Nic dziwnego, że „gniew Peruna” był bardzo konkretnym lękiem, a obrzędy miały uspokoić nie tylko metafizyczny, ale i fizyczny grom.

Piorun jako wyrok – jak postrzegano burzę i grzmot

W podaniach i ludowych interpretacjach, również tych zapisanych już w epoce chrześcijańskiej, błyskawica traktowana była często jako bezpośrednia interwencja sił wyższych. Łączono ją z:

  • karą za krzywoprzysięstwo lub poważne przewinienie,
  • walką Peruna z istotami z podziemi (smoki, węże, demony),
  • próbą „przepalenia” skażonego miejsca – rzekome siedlisko czarów lub złych duchów.

Z tego wynikały bardzo praktyczne zachowania, które łatwo dziś zbyć jako „zabobon”, ale były częścią duchowości:

  • zakaz stawania pod samotnym drzewem podczas burzy – tłumaczony nie fizyką, lecz „upodobaniem Peruna do starych dębów”,
  • nakaz gaszenia ognia w chacie i zachowania ciszy, by „nie prowokować gromu”,
  • przepisy dotyczące przechowywania żelaznych przedmiotów – interpretowane jako związane z „pociągiem gromu do żelaza”.
Polecane dla Ciebie:  Znaki zodiaku w mitologii nordyckiej – tajemnice gwiazd i bogów

Wszystko to tworzy system, w którym Perun jest stale obecny w decyzjach dnia codziennego. Nawet jeśli większość ludzi nie rozumiała przyczyn fizycznych burzy, mieli wypracowany zestaw praktycznych reguł, spiętych opowieścią o bogu gromu.

Perun jako patron wojny, zemsty i brutalnej sprawiedliwości

Oprócz sfery pogodowej Perun obejmuje swoim zasięgiem przemoc – w wymiarze indywidualnym i zbiorowym. Nie jest to „miły opiekun wojownika”, ale personifikacja brutalnej, często ostatecznej sprawiedliwości. W realiach, w których spory o ziemię czy bydło mogły przerodzić się w krwawe napaści, odwołanie się do Peruna bywało ostatnim argumentem.

Ślady tych wyobrażeń widać chociażby w:

  • praktyce składania przysięgi na broń i na „gromowładnego boga”,
  • powiedzeniach, w których „grom” ma dosięgnąć kłamcy, złodzieja, zdrajcę,
  • symbolice topora, maczugi czy młota – przedmiotów kojarzonych z nagłą, rozstrzygającą siłą.

Współczesne próby „udomowienia” Peruna jako spokojnej męskiej energii bez agresji rozmijają się z pierwotnym kontekstem. Perun zawsze niesie ze sobą cień przemocy: zarówno tej usprawiedliwionej (obrona wspólnoty), jak i niebezpieczeństwa jej nadużycia. Praca duchowa w jego kręgu wymaga zmierzenia się z własną agresją, żądzą zemsty, pokusą „rozwiązania wszystkiego siłą”, zamiast uszlachetniania burzy w poetycki symbol.

Hinduskie bóstwa w świątyni udekorowane kolorowymi kwiatami
Źródło: Pexels | Autor: VipinVihari Murari Das

Relacja Mokosz – Perun: napięcie, uzupełnianie, nieromantyczna para sił

Oś: niebo – ziemia, suchość – wilgoć, porządek – zmienność

W wielu rekonstrukcjach religii Słowian Mokosz i Perun ustawiani są na symbolicznych biegunach:

AspektMokoszPerun
ŻywiołZiemia, woda, wilgoćNiebo, ogień, suchy piorun
SferaCodzienna praca, płodność, ciałoPrawo, wojna, burza, wyrok
CzasCykliczność, powtarzalnośćNagłe przełomy, kryzysy
Relacja z ludźmiStała opieka i ryzyko zaniedbaniaRzadkie, ale drastyczne ingerencje

Taki układ nie oznacza romantycznej „boskiej pary kochanków”, lecz system dynamicznej równowagi. Zbyt wiele wilgoci – plony gniją, bagna rozszerzają się, choroby się szerzą. Zbyt wiele ognia – susza, pożary, głód. Zbyt dużo codziennej miękkiej pracy bez hierarchii – chaos. Zbyt wiele twardego porządku bez zrozumienia rytmów natury – bunt i katastrofy.

W tym sensie Mokosz i Perun reprezentują dwa niezbędne wymiary świata, które ludzie musieli uwzględniać w każdej poważnej decyzji: czy to małżeńskiej, czy dotyczącej wyprawy wojennej, czy wyboru miejsca pod nową osadę.

Zderzenie duchowości codziennej z duchowością kryzysu

Mokosz wiąże się z duchowością codzienności. Jest obecna przy:

  • każdym praniu, gotowaniu, przędzeniu,
  • ciąży, połogu, karmieniu,
  • oraniu pola, sianiu, zbiorach,
  • doglądaniu zapasów, zabezpieczaniu domu na zimę.

Perun z kolei przejawia się w momentach kryzysu:

  • podczas burzy niszczącej plony lub budynki,
  • w trakcie wojennych wypraw i najazdów,
  • w sytuacjach łamania przysięgi, zdrajstwa, krwawych sporów.

Rytuały na styku Mokoszy i Peruna: praca, burza i krew

W przekazach etnograficznych i rekonstrukcjach dawnych obrzędów widać miejsca, gdzie domeny Mokoszy i Peruna stykają się tak blisko, że trudno je od siebie oddzielić. Z perspektywy wspólnoty wiejskiej rok był przeplatany momentami, gdy trzeba było „dogadać” niebo z ziemią – zapewnić deszcz bez gradobicia, urodzaj bez powodzi, ochronę przed wrogiem bez ciągłej eskalacji przemocy.

Najwyraźniej widać to przy:

  • obrzędach błagalnych o deszcz – łączących modlitwy do sił burzy z procesjami po polach, polewaniem ziemi wodą, przystrajaniem źródeł i studni,
  • świętach przejścia pór roku – gdzie w jednym ciągu praktyk pojawia się ogień (ogniska, palenie gałęzi) i woda (obmywanie, skrapianie, wrzucanie ofiar do rzek i stawów),
  • rytuałach związanych z wojną – kiedy przed wyprawą wojenną proszono Peruna o zwycięstwo, a Mokosz o to, by ziemia „przyjęła” poległych i by wioski, z których mężczyźni odeszli, przetrwały bez nich.

W tradycji ludowej jeszcze długo po chrystianizacji zachowywały się echa takich praktyk: kobiety obchodziły pola z ikoną Bogurodzicy (podszytą funkcją Mokoszy), a mężczyźni ślubowali świętym „od gromu”, którzy przejęli część funkcji Peruna. Z zewnątrz wygląda to jak pobożność chrześcijańska, ale układ ról i lęków jest starszy niż lokalny kościół.

Ciało jako pole napięcia: krew, pot, sperma i błyskawica

Religijność przednowoczesna nie odrywała się od ciała. Ciało było mapą, po której „chodziły” siły Mokoszy i Peruna. Z dzisiejszej perspektywy widać to brutalnie jasno:

  • krew menstruacyjna, krew porodowa, mleko – leżały po stronie Mokoszy, miały swoje tabu i nakazy higieniczne rozumiane jako nakazy duchowe,
  • krew przelana w walce, pot wojownika, sperma – wiązano bardziej ze sferą Peruna i ogólnie sił męskiej przemocy i płodzenia.

Nie chodziło o prosty podział „kobiece – męskie”, lecz o dwa różne sposoby, w jakie życie przechodzi przez ciało: powoli, cyklicznie, poprzez ciążę, karmienie i choroby; oraz gwałtownie – przez rany, bitwy, nagłe decyzje. W podaniach i zwyczajach:

  • kobieta w połogu miała własny zestaw zakazów – dotykania określonych narzędzi, uczestniczenia w niektórych pracach – bo jej „otwarte” ciało znajdowało się w szczególnej relacji z Mokoszą,
  • wojownik po powrocie z wyprawy wojennej bywał „oczyszczany” – obmywany, przeprowadzany przez dym ognia, czasem izolowany, zanim znów wszedł w rytm codziennych prac.

To są dwie strony tej samej troski: jak wprowadzić z powrotem do wspólnoty kogoś, kto był bardzo blisko sił skrajnych – czy to rodzenia, czy zabijania. W jednym przypadku patronką była głównie Mokosz, w drugim – Perun, choć w praktyce ich domeny się przenikały.

Mokosz i Perun w chrześcijańskim kostiumie

Chrystianizacja nie skasowała od razu starych wyobrażeń, tylko przesunęła je na nowych „adresatów”. To, co kojarzymy dziś z kultem Matki Boskiej i konkretnych świętych, dla wielu badaczy jest kontynuacją dawnego napięcia Mokosz–Perun w przebraniach akceptowanych przez Kościół.

Na poziomie praktyk wyglądało to mniej więcej tak:

  • funkcje Mokoszy przechodziły stopniowo na:
    • Maryję – szczególnie w wizerunkach opiekunki rolników, matek, karmiącej, osłaniającej płaszczem,
    • lokalne „święte od deszczu i urodzaju” – często związane z kapliczkami przy źródłach, strumieniach, na rozstajach,
    • święte patronujące kobietom w ciąży, tkaczkom, prządkom, położnym.
  • funkcje Peruna rzutowano na:
    • świętych „od burzy” – jak św. Eliasz, św. Jerzy, św. Michał,
    • świętych wojowników – św. Jerzego, św. Floriana, św. Marcina,
    • samego Boga Ojca – przedstawianego w ikonografii z błyskawicą, ogniem, na chmurach.

Ludzie wsi modlili się więc formalnie do postaci chrześcijańskich, ale schemat myślenia pozostawał podobny: do „naszej Pani” idzie się z prośbą o mleko, zdrowie dzieci, deszcz w odpowiednim momencie, a do „naszego świętego gromowładnego” – w sprawach wojny, chorób, burz, sporów sąsiedzkich.

Tu właśnie widać, jak głęboko zakorzenione było pierwotne doświadczenie: jeśli obraz można tak łatwo „przebranżowić”, to znaczy, że najważniejszy był nie sam mit, lecz praktyczny układ relacji: kto pomaga przetrwać codzienność, a kto trzyma w ryzach sytuacje graniczne.

Bez romantyzowania: co tracimy, wygładzając stare bóstwa

Współczesna duchowość chętnie wygładza ostre krawędzie. Mokosz staje się uduchowioną „boginią kobiecości” w pastelowych barwach, Perun – archetypem „zdrowej męskości”, która już nikogo nie rani i zawsze jest asertywna, nigdy agresywna. Taki obraz bywa atrakcyjny, ale często jest bardziej projekcją współczesnych potrzeb niż rekonstrukcją dawnych wyobrażeń.

Wygładzając te postacie, tracimy kilka rzeczy:

  • kontakt z realnym lękiem dawnych ludzi – przed śmiercią w połogu, przed głodem po nieudanych zbiorach, przed napadem sąsiadów,
  • świadomość ceny przetrwania – że urodzaj wymagał pracy aż do bólu, a „sprawiedliwość” często oznaczała przemoc, nie metaforyczny rozwój osobisty,
  • narzędzie do pracy z własnym cieniem – bo Mokosz i Perun w pierwotnych wyobrażeniach nie są figurami „tylko dobrymi” ani „tylko złymi”.

Dla praktyka duchowości oznacza to wybór: czy używać imion starych bóstw do nazywania współczesnych, delikatnych archetypów, czy raczej zmierzyć się z ich pierwotną brutalnością, wiedząc, że będzie w tym niewygoda, chaos i rzeczy, które trudno nazwać „rozwojem”.

Jak pracować z tym dziedzictwem bez mitologicznego cukru

Jeżeli ktoś faktycznie chce nawiązywać do Mokoszy i Peruna w osobistej praktyce, potrzebuje narzędzi, które nie udają, że mieszkamy w sielankowej wiosce bez przemocy i chorób. Kilka prostych kierunków bywa przydatnych.

W pracy z polem Mokoszy pomocne bywa:

  • konkretne zaangażowanie w materię – ogród, przetwórstwo żywności, szycie, naprawianie ubrań zamiast ciągłego kupowania nowych,
  • oswajanie cielesności – praca z cyklem menstruacyjnym, ciążą, menopauzą, starzeniem; nie jako „tajemniczym rytuałem bogini”, lecz jako fizjologią, która może boleć, brudzić i wymagać opieki,
  • kontakt z ziemią i wodą – nie tylko w formie estetycznych spacerów, ale też w błocie, deszczu, przy realnym zmęczeniu.
Polecane dla Ciebie:  Sekretne symbole na płaskowyżu Nazca – wiadomość od bogów czy ludzi?

W relacji z polem Peruna bardziej uczciwe niż romantyczne wizje „wojownika światła” bywa:

  • przyglądanie się własnej agresji – temu, jak w myślach rozprawiamy się z „wrogami”, jak marzymy o zemście, jak używamy słów jak broni,
  • praca z konfliktem – uczenie się rozwiązywania sporów, stawiania granic, ale też rozpoznawania, kiedy „lubimy burzę” aż za bardzo,
  • spotkanie z gwałtownością natury – burze, wichury, ekstremalne zjawiska pogodowe jako przypomnienie, że człowiek nie jest panem wszystkiego.

Prosty przykład z życia: ktoś, kto deklaruje kult Mokoszy, może w praktyce zacząć od doprowadzenia własnej kuchni i spiżarni do stanu, w którym faktycznie służą karmieniu ludzi, a nie tylko gromadzeniu „spiritual food” na zdjęcia. Kto czuje związek z Perunem, zamiast kupować kolejną ozdobną siekierkę, może pójść na terapię gniewu lub nauczyć się realnej samoobrony – tak, by agresja miała formę, a nie tylko fantazję.

Praktyczne mosty: między pamięcią rodu a współczesnym miastem

Większość dzisiejszych mieszkańców Polski i regionu nie żyje już w świecie drewnianych chat, prząśnic i otwartych pól. Mieszkania w blokach, praca przy komputerze, jedzenie z supermarketu – to wszystko utrudnia bezpośrednie „przeniesienie” dawnych wyobrażeń. A jednak echo Mokoszy i Peruna potrafi wracać w bardzo przyziemnych sytuacjach.

Można spotkać ludzi, którzy:

  • w upale instynktownie mówią o „gniewie nieba”, choć znają prognozę pogody i klimatologię,
  • przy nagłej chorobie dziecka sięgają po symbolikę „opiekunki matek”, choć formalnie deklarują się jako niewierzący,
  • przed poważnym konfliktem prawnym czują potrzebę „zrobienia czegoś z energią gniewu”, zanim wejdą na salę sądową.

W takich momentach stare figury – Mokosz, Perun – mogą służyć bardziej jako język niż jako „istoty nadprzyrodzone”. Język, który pozwala nazwać to, że boimy się o ciało, dom, dzieci, relacje, że w nas samych ścierają się wilgoć i ogień, miękka troska i bezwzględna decyzja.

Zamiast idealizować przeszłość, można spróbować zrobić coś odwrotnego: pozwolić, by surowość dawnych podań odsłoniła, jak bardzo współczesny świat wciąż obraca się wokół tych samych osi – tylko narzędzia są inne. Zamiast pioruna mamy zwarcie instalacji. Zamiast połogu w dymnej chacie – szpital z neonami. Zamiast wyprawy wojennej – rozwód, proces, zwolnienie z pracy. Napięcie pomiędzy Mokoszą a Perunem wcale nie zniknęło; zmieniło tylko scenografię.

Pamięć ciała: gdzie Mokosz i Perun siedzą w odruchach

Warstwa mitów bywa głośna, ale o tym, jak głęboko coś sięga, najlepiej świadczą odruchy. Ciało reaguje szybciej niż ideologia; dopiero potem dopisujemy historie. Napięcie mokre–suche, miękkie–twarde, stawiające granicę–podtrzymujące życie wraca w banalnych gestach.

Widać to chociażby w tym, jak ludzie przeżywają:

  • nagły wyciek, rozlanie, zalanie – pęknięta rura, zalany laptop, kapiący sufit. Reakcja bywa zaskakująco emocjonalna, jakby woda uderzała w poczucie bezpieczeństwa domu,
  • iskrę, zwarcie, krzyk – huk petardy, nagłe trzaśnięcie drzwiami, wybuch gniewu bliskiej osoby. Coś w nas kurczy się dokładnie tak, jak kurczyło się przy pierwszej burzy przeżytej w drewnianej chacie.

Teksty źródłowe rzadko opisują emocje wprost, ale opisują rytuały. A rytuał to nic innego jak utrwalona odpowiedź ciała i wspólnoty na powtarzające się napięcie. Mokosz „siedzi” w tym, jak przyklejamy wiadro pod przeciek i natychmiast organizujemy zastępstwo na opiekę nad dzieckiem. Perun – w tym, jak w ułamku sekundy napinamy barki, zanim jeszcze uświadomimy sobie, że ktoś na nas krzyczy.

Jeśli ktoś szuka kontaktu z dawnym dziedzictwem, często zaczyna od książek i symboli. A tymczasem pierwszym materiałem jest to, co i tak się dzieje: jak traktujemy mokre i brudne, jak reagujemy na nagły hałas, jak szybko sięgamy po „uderzenie” – słowem, maila, gestem – kiedy czujemy się zagrożeni.

Granica i przepuszczalność: wspólna oś Mokoszy i Peruna

Czasem próbuje się dzielić te figury na „tę od troski” i „tego od przemocy”. W praktyce oboje byli strażnikami granic – tylko na innych polach. Mokosz pilnowała, co i jak przechodzi przez ciało, dom, tkaninę życia; Perun – co przechodzi przez linię pola, miedzę, słowo przysięgi.

Granica u Mokoszy jest półprzepuszczalna. Skóra nie jest murem, tylko błoną: przepuszcza mleko, pot, łzy, krew. Ziemia przyjmuje nasienie, gnój, ciało zmarłego, a oddaje plon. Granica u Peruna bywa cięciem. Miedza, której nie wolno przesunąć. Słup graniczny, którego nie wolno zburzyć. Przysięga, której złamanie ściąga „grom z jasnego nieba”.

W dawnych wyobrażeniach dobry dom potrzebował obu tych jakości. Bez mokrej, miękkiej, zapraszającej strony – nie byłoby jedzenia, dzieci, wzajemnej pomocy. Bez twardej, odcinającej – wszystko rozlałoby się w chaosie, a najsilniejszy brałby, co chce, bez żadnego sprzeciwu.

Dzisiejsze problemy relacyjne często krążą wokół tego samego: jedni są zbyt „mokoszowi” – gotowi przyjąć wszystko, wyjaśnić, zrozumieć, aż do wyczerpania. Inni – zbyt „perunowi” – odruchowo odcinają, grożą, pozywają do sądu, zanim w ogóle spróbują rozmowy. Kiedy stare figury potraktuje się jak lustra, widać, która część własnej granicy jest niedorobiona.

Mokosz w miejskiej klatce schodowej

Mokosz kojarzy się z polem, zbożem, lnianą płachtą. Tymczasem większość mieszka na kilku metrach kwadratowych, a ziemię widzi głównie w doniczkach. To nie przekreśla kontaktu z „mokrym polem” – tylko przenosi go w inne miejsce.

Codziennie można obserwować jej echo tam, gdzie:

  • opiekujemy się przestrzenią wspólną – ktoś, kto myje schody „bo inaczej nikt nie zrobi”, wchodzi w rolę, którą dawniej pełniły kobiety pielęgnujące palenisko i obejście,
  • organizujemy jedzenie – planowanie posiłków, robienie zapasów, dzielenie się z sąsiadką słoikiem zupy, gdy jest po szpitalu, to współczesne warianty troski o przeżycie zimy,
  • dbamy o „miękką infrastrukturę” – kartka na klatce: „dziecko chore, proszę nie hałasować”, to małe zaklęcie ochronne, próbujące osłonić wrażliwe ciało przed zbyt ostrym światem.

W takim ujęciu „kult Mokoszy” to nie tylko świece na ołtarzyku, lecz także uporczywe sprzątanie po innych, kiedy reszta wspólnoty ma to gdzieś. I tu pojawia się trudne pytanie: gdzie kończy się troska, a zaczyna wykorzystywanie? Dawne zwyczaje znały mechanizmy równoważenia: wspólne prace, wymianę darów, rytuały wdzięczności. Bez tego Mokosz degeneruje się w wyczerpaną matkę, która wszystko znosi, ale nikt jej nie chroni.

Świadoma praca z tym polem w mieście może oznaczać na przykład:

  • ograniczenie liczby „opiekuńczych obowiązków”, jeśli nikt nie chce ich współtworzyć,
  • łagodne, ale stanowcze mówienie „nie” kolejnym prośbom, za które nie ma wzajemności,
  • tworzenie małych, realnych „kręgów wsparcia” – choćby dwóch–trzech osób, które pilnują się nawzajem, by nie utonąć w roli nieopłaconej opiekunki całego świata.

Perun w open space’ie

Perun dawno przestał latać nad lasem z piorunem w dłoni. Dziś częściej siedzi w mailu z nagłówkiem „Pilne!!!” albo w komunikacie o reorganizacji działu. Pole „gromowładne” przesunęło się z nieba do struktur władzy, algorytmów, przepisów.

Widać je szczególnie tam, gdzie:

  • ludzie boją się nagłego ciosu z góry – informacja o zwolnieniach, zmiana grafiku bez uprzedzenia, nowe procedury ogłoszone tonem, który nie zostawia miejsca na negocjacje,
  • konflikt rozwiązuje się eskalacją – zamiast rozmowy: od razu skarga, pozew, wezwanie policji,
  • decyzja ma charakter „wyroku” – ktoś jeden podpisuje dokument, który zmienia życie wielu osób, a oni mogą jedynie reagować.

Praca z tym polem nie musi oznaczać „stania się wojownikiem” w sensie popkulturowym. Czasem bardziej uczciwe jest uznanie, jak bardzo przeraża nas cudza władza i jak bardzo chcielibyśmy mieć własną „błyskawicę”, by ją zneutralizować. Z takiej szczerości można wyprowadzić konkrety:

  • zamiast fantazjować o „zemście na szefie”, szukać realnych narzędzi wpływu – związku zawodowego, mediacji, zmiany pracy,
  • zamiast w myślach „palić burakiem” sąsiada, który hałasuje – nauczyć się formułować prośby i ultimata tak, by były zrozumiałe i miały konsekwencje.

Perun w zdrowej formie nie jest wiecznym sztormem, lecz możliwością powiedzenia „dość” w sposób, który naprawdę coś zmienia. Jeśli cały gniew zostaje w fantazjach, a w realu zamienia się w bierność, pole gromu tłucze po głowie od środka.

Polecane dla Ciebie:  Proroctwa świętych i mistyków – czy spełniają się na naszych oczach?

Między rytuałem a higieną psychiczną

Gdy stare wyobrażenia spotykają się ze współczesną psychologią, łatwo popaść w skrajność: albo „odrzucić zabobony”, albo każdą emocję opisywać w kategoriach „gniewu Peruna” czy „łez Mokoszy”. Tymczasem połączenie bywa użyteczne, o ile nie udaje się, że jedno zastąpi drugie.

Niekiedy drobne, „pogańskie” gesty działają jak forma higieny psychicznej:

  • ktoś, kto czuje narastający gniew, wychodzi podczas burzy na balkon i pozwala sobie sycić się widokiem piorunów, zamiast w tym czasie pisać kolejne agresywne komentarze w sieci,
  • ktoś po trudnym porodzie bierze pierwszy spokojny prysznic, traktując go jak rytuał przejścia – od ciała „rozerwanego” do ciała, które znów jest „swoje”.

Nie trzeba wierzyć w literalne bóstwa, żeby takie momenty potraktować poważnie. Symbolika pomaga nadać im ciężar, którego często brakuje w czysto medycznym czy administracyjnym podejściu. Z drugiej strony, same rytuały bez wsparcia systemowego (opieki zdrowotnej, psychoterapii, prawa pracy) mogą stać się usprawiedliwieniem bierności: „odprawię obrzęd zamiast zadzwonić po pomoc”.

Dojrzałe korzystanie z dziedzictwa słowiańskiego polega raczej na tym, by pozwolić językowi mitów pracować obok współczesnych narzędzi, a nie przeciw nim. „Perun” może być nazwą dla tej części mnie, która wreszcie zgłasza mobbing. „Mokosz” – dla tej, która nie wstydzi się zmęczenia, lęku, wyczerpania po porodzie i szuka konkretnego wsparcia, zamiast udawać „boginię płodności” z folderu.

Rodowe echa: między legendą babki a realnym doświadczeniem

Często pierwszym kontaktem z „dawną wiarą” nie są książki naukowe, tylko rodzinne opowieści. Babka, która „wiedziała kiedy siać, bo czuła w kościach”. Dziadek, który „rozmawiał z burzą” i palił świecę przy oknie, gdy grzmiało. Te historie bywają z czasem upiększane, ale niosą ślad realnych praktyk.

W pracy z takim materiałem przydaje się podwójne spojrzenie:

  • poziom faktów – co faktycznie robiono? jakie gesty, zakazy, modlitwy, przyzwyczajenia powtarzały się w domu? to jest warstwa etnograficzna,
  • poziom znaczeń – co to robiło z ludźmi? czy dzięki temu czuli się bezpieczniej, bardziej wspólnotowo, czy wręcz przeciwnie – zastraszeni, kontrolowani?

Bywa, że ktoś odkrywa w sobie silny rezonans z figurą Mokoszy, po czym zauważa, że w jego rodzinie kobiety od pokoleń „nosiły” cały dom na barkach, bez wsparcia mężczyzn. Wtedy pytanie nie brzmi: „jak czcić boginię”, tylko: „jak nie powtórzyć wzorca poświęcania się aż po chorobę”. Podobnie przy Perunie – fascynacja „siłą przodków wojowników” może w praktyce oznaczać oswojenie z przemocą domową, która w rodzie była normą.

Tu zaczyna się praca, która nie jest ani romantyczna, ani łatwa: przesiać to, co żywe, od tego, co destrukcyjne. Zostawić odwagę, umiejętność szybkiej decyzji, troskę o plon i ciało. Odrzucić przekonanie, że silniejszy ma zawsze rację, a kobieta „musi wytrzymać”. Mitologia daje język, ale to współczesna świadomość podpowiada, gdzie postawić nowe granice.

Kiedy odpuścić: cisza zamiast przywoływania bóstw

W świecie przesyconym symbolami kusi, by na każdą sytuację znaleźć odpowiednią figurę. Tymczasem jednym z najbardziej radykalnych gestów bywa nieprzywoływanie niczego. Nie każda burza wymaga „zwrócenia się do Peruna”, nie każda menstruacja – „rytuału Mokoszy”.

Czasami rozsądniej jest:

  • po prostu wyłączyć telefon i przesiedzieć burzę w milczeniu, zamiast dopisywać jej znaczenie,
  • po prostu położyć się z termoforem, zamiast organizować performans „świętego krwawienia”.

Takie odpuszczenie bywa próbą zaufania, że życie toczy się także poza naszym pragnieniem nadawania mu sensu. W pewnym sensie to powrót do pierwotnej pokory wobec sił większych od człowieka – tylko że dziś tą „siłą większą” może być też zwykła fizjologia, układ nerwowy, cykl hormonalny.

W tej ciszy nadal obecne jest napięcie między mokrym a suchym, ciepłym a gorącym, miękkim a twardym. Nie trzeba go od razu nazywać. Czasem wystarczy je poczuć w ciele, uznać i pozwolić, by samo pokazało, czy bliżej nam w danej chwili do ręki, która podaje miskę zupy, czy do tej, która stawia granicę. Mokosz i Perun wtedy nie znikają – schodzą z piedestału w sferę zwykłego dnia, gdzie od zawsze mieli najwięcej do powiedzenia.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Kim była Mokosz w wierzeniach Słowian i za co odpowiadała?

Mokosz była jedną z najważniejszych bogiń w panteonie słowiańskim, kojarzoną z wilgocią, ziemią, płodnością i codzienną pracą kobiet. Jej imię wiąże się z rdzeniem „mok-”, czyli tym, co mokre i wilgotne – deszczem, wilgotną glebą, ale też ciałem i krwią.

W praktyce dawnych Słowian Mokosz opiekowała się tym, co umożliwia przetrwanie: plonami, zapasami, porodami, przędzeniem, tkaniem i „brudną robotą” codzienności. Nie była wyłącznie czułą „wielką matką”, ale także uosobieniem ryzyka związanego z chorobą, poronieniem, pleśnią na zbożu czy porodem bez medycyny.

Jakie były główne funkcje Peruna w słowiańskiej mitologii?

Perun to przede wszystkim bóg burzy, piorunów i wojny, ale też strażnik porządku i przysięgi. W świecie bez sądów i państwa w dzisiejszym sensie pełnił rolę kosmicznego sędziego – tego, który karze krzywoprzysięstwo, zdradę i „wychylanie się” poza przyjęty porządek.

Dla ludzi żyjących w drewnianych chatach Perun był też bardzo konkretnym zagrożeniem: piorun mógł spalić dom, stodołę, zabić bydło. Stąd liczne zakazy i nakazy związane z burzą, tłumaczone jako „nieprowokowanie gromu”, a w praktyce będące ochroną przed skutkami wyładowań atmosferycznych.

Na czym polega związek Mokoszy z przędzeniem i pracą kobiet?

Mokosz była patronką prządek, tkaczek i wszystkich kobiecych zajęć związanych z włóknem: przędzeniem, tkaniem, szyciem, naprawą odzieży. W dawnym społeczeństwie rolniczym to nie była „artystyczna pasja”, tylko fundament przetrwania – bez nici i tkanin nie było czym okryć ciała przed zimnem.

Z kultem Mokoszy wiązano m.in. zakazy pracy w określone dni (żeby jej „nie urazić”), składanie symbolicznych ofiar z nici i wstążek przy źródłach czy drzewach oraz silne łączenie motywu nici z ludzkim losem. Przerwana nić oznaczała nie tylko metafizyczny „koniec losu”, ale i bardzo realny brak ubrania na zimę.

Jak Słowianie rozumieli piorun i burzę w kontekście kultu Peruna?

Piorun postrzegano jako bezpośrednią interwencję boską – wyrok Peruna. Uderzenie gromu mogło być odczytywane jako kara za poważne przewinienie (np. krzywoprzysięstwo), znak walki boga z siłami chaosu (wężami, smokami, demonami) albo sposób „oczyszczenia” miejsca uznanego za skażone.

Stąd liczne praktyki: unikanie samotnych drzew (wyjaśniane „upodobaniem Peruna do dębów”), gaszenie ognia i zachowywanie ciszy w czasie nawałnicy, ostrożność z żelaznymi przedmiotami. To wszystko spinała opowieść o bogu gromu, choć w tle działała też praktyczna obserwacja natury.

Czym różni się historyczne spojrzenie na Mokosz i Peruna od współczesnej „słowiańskiej duchowości” z internetu?

Historyczne, „odbrązowione” spojrzenie pokazuje Mokosz i Peruna jako bóstwa głęboko związane z przetrwaniem: plonami, wojną, chorobą, pożarem, porodem, głodem. To duchowość wyrastająca z błota, dymu i realnego lęku przed utratą dachu nad głową czy śmiercią dziecka.

Współczesne, instagramowe ujęcia często redukują te postacie do estetycznych symboli „boskiej kobiecości” i „mocy wojownika”, odcinając je od niewygodnych tematów: krwi, pracy ponad siły, ryzyka śmierci w połogu, katastrofalnych burz. Artykuł podkreśla, że zrozumienie tych bogów wymaga powrotu do surowego kontekstu życia dawnych Słowian.

Jak praktycznie przejawiał się kult Mokoszy i Peruna w codziennym życiu Słowian?

Kult tych bóstw nie był „dodatkiem” do życia, lecz jego narzędziem. Modlitwy, ofiary, zaklęcia, święta i zakazy miały bardzo konkretny cel: zapewnić deszcz we właściwym momencie, ochronić przed pożarem i wojną, zadbać o płodność ludzi, zwierząt i ziemi.

W praktyce przybierało to formę:

  • ofiar składanych przy świętych drzewach, źródłach, kamieniach,
  • przestrzegania dni „wolnych od przędzenia” lub innych prac, by nie naruszyć opieki Mokoszy,
  • przysiąg „na Peruna”, których złamanie groziło boską karą,
  • codziennych gestów ochronnych – splunięć, wiązania wstążek, zakazów słów w „złych momentach”.

To był system negocjacji z siłami wyższymi, podporządkowany jednemu celowi: przeżyć kolejny rok.

Czy Mokosz i Perun byli dla Słowian bardziej łagodni, czy groźni?

Obie postacie łączy ambiwalencja: są jednocześnie opiekunem i zagrożeniem. Mokosz daje urodzaj, ale też pleśń i bagna, które mogą zabić. Perun broni porządku i wspólnoty, ale jego gniew może spalić dom lub zabić człowieka bez ostrzeżenia.

W świadomości dawnych Słowian nie byli to „milusińscy opiekunowie”, tylko potężni partnerzy w nieustannej grze o przetrwanie. Relacja z nimi opierała się na szacunku, lęku i praktyce – a nie na słodkiej, romantycznej idealizacji.

Najważniejsze lekcje